Moje codzienne smutki i radości :)

W artykule <amdog4$r7@news.tpi.pl
Usenetman -Yola- (azzazzell@poczta.fm)
 myślał, myślał aż w końcu napisał:


| Jak dla mnie to interpretacja lepsza jak sama sztuka.
Co masz konkretnie na myśli? Jaką sztukę?


Mam na myśli 'Zbrodnię i karę" i więcej wrażeń po obejrzeniu tego spektaklu,
jak po przeczytaniu książki.


| Sztuhr pokazał klasę a nie idiotę jak zwykle, Radziwiłowicza nie ma co
| komentować, jeszcze go w złej roli nie widziałem.
Wyłączyłam tv w momencie kiedy Raskolnikow opowiadał o swoim artykule.
Mało ktomu udało się mnie tak zdenerwować jak Radziwiłowiczowi w tej
własnie roli.


Przerost formy nad treścią - tu winny jest Dostojewski.
Pozdrawiam

Gość portalu: Piotr napisał(a):

> Gość portalu: Karen napisał(a):
>
> > Busha chyba każdy widział, słyszał jego wypowiedzi (patos i
> nowomowa)itd. Stąd
> > można wyciągnąć parę wniosków. Poza tym ten człowiek
> przeczytał "Zbrodnię i
> > karę" w zeszłym roku! Dostojewski to chyba podstawa podstaw, a
> ta książka
> > należy na głównych pozycji literatury światowej (nawet w USA).
>
>
> Tak sie sklada, ze przemowien Prezydenta Busha slyszalem kilka w
> ostatnich 2 latach. Uwazam, ze jest z pewnoscia bardziej szczery
> i dosadny niz taki np. Clinton.
>
> Przeczytanie "Zbrodnia i Kara" miernikiem kultruy i
> inteligencji? Od kiedy i dlaczego? Byc moze Lepper przeczytal,
> byc moze Krolowa Elzbieta nie przeczytala? Jakie z tego wnioski?
> Zadne !!!
>

Dosadność myli ci się ze wspomnianą nowomową. Przemówienia pozbawione treści,
pełne wielkich przymiotników, arbitralnych ocen, czarno-białego widzenia
świata. On ich zresztą nie pisze, ale wygłaszać w takiej formie wcale nie musi.

A "Zbrodnia i kara" to dla mnie wskaźnik ogólnego oczytania i znajomości
kultury. To chyba rzeczy pożądane u prezydenta.

prowokacja czy zart?
kazdy ma prawo do oceny
ja także, stwierdznie że F. Dostojewski jest miernym pisarzem jest po prostu
smieszne,
a uzasadniać nie bede, bo przypominaloby to tlumaczenie dlaczego Bach jest
lepszy od zespolu "Boys". albo sie to czuje albo nie, nie kazdemu odpowiada,
mozna lubic lub nie lubic Dostojewskiego, ale pisac ze jest mierny nie wypada

Dostojewski czasem przynudzal to fakt (w Idiocie i BKaramazow jest za dużo
watków które psują kompozycję)
ale ma takie fragmenty, że... mój Boże rzucają mnie na kolana
jak do tej pory żadne dzielo literackie nie trzasnęlo mną tak mocno
jak "Zbrodnia i kara"...

PS: w literaturze zwracam uwagę przede wszystkim na treść (przekaz
intelektualny), a styl, forma mają dla mnie znaczenie drugorzedne


Pomysl zeby dobrze sie nauczyc j. rosyjskiego - bardzo dobry. W drzewku rozni
madrzy ludzie juz podkreslili, ze (1) dla tego celu dobry kurs (+ praktyka,
zywe konwersacje, chocby w sieci) moze byc lepszy niz studia rusycystyczne
(masa zbednego balastu; zeby dobrze mowic i rozumiec po polsku nie musisz
przeciez znac teoretycznych zasad gramatyki ani wszystkiego tego czego ucza na
polonistyce); (2)angielski w Europie znaja wszyscy - rosyjski niewielu; (3)
Europa ma w Rosji przyszlosc - Ameryka w Europie juz ja miala, (4) nabywajac j.
rosyjski tworzysz sobie druga dusze, a "ruska dusza" (prosze nie mylic "ruska"
z "rosyjska" - to calkiem rozne rzeczy), dla Polaka-Sarmaty, jest o wiele
ciekawsza od anglosaskiej lub europejskiej. Gdzie dowod? Przeczytajcie jeszcze
raz i porownajcie "Hamleta" Szekspira i "Idiote" Dostojewskiego (lub "Braci
Karamazow" czy "Zbrodnie i Kare")i uczciwie powiedzcie co Was bardziej rusza,
gdzie widzicie wiecej tresci rzeczywiscie istotnych dla Waszej duszy?
Pozdrawienia, Mansur


Gdy byłem mały tak rozumiałem usłyszaną nazwę książki
F.Dostojewskiego  &#8222;Zbrodnia i Kara&#8221; .

To przykład tego, że rozumiemy świat nie taki jaki jest, a taki jakim go
widzimy przez pryzmat doświadczeń własnych.

Pisarzy takich jak F.Dostojewski , lub autor książki &#8222;Alicja w
krainie
czarów&#8221;  niekiedy przedstawia się jako filozofów.

Czy słusznie ?

Może to my doszukujemy się w dziełach tych pisarzy poglądów
filozoficznych,
które oni nieświadomie zamieścili dla ożywienia akcji?

WM


Byłaby raczej skłonna powiedzieć, że nie tyle doszukujemy sie tych poglądów,
ile niejako przy okazji je odnajdujemy. Gdy mnie dobra fabuła wciągnie, nie
zastanawiam się w trakcie czytania nad "głębszym" przekazem. Odbieram go
niejako podświadomie, uświadamiam sobie te ewentualne treści filozoficzne
dopiero w chwili refleksji nad przeczytanym tekstem, pod wpływem skojarzeń,
odniesień do mojej rzeczywistości. Czasami bywa i tak, że taka myśl jest na
tyle wyrazista i bezpośrednia, że działa na mnie jak "porażenie prądem" -
objawia się w całej swej oczywistości już w trakcie czytania. Ale nie jest
wynikiem mojego doszukiwania się, tylko efektem odnalezienia "przy okazji".
Nie wiem, czy autorzy przemycają w swoich utworach literackich własne
poglądy filozoficzne całkowicie świadomie, czy też czynią to raczej
niezamierzenie. Wydaje mi się, że jeśli ktoś posiada sprecyzowane i
uświadomione przekonania natury filozoficznej, wynikające z jego
wewnętrznych, prywatnych przemyśleń, to są one integralną częścią danej
osoby. Przejawiają się w życiu codziennym, w zwykłych rozmowach, w
zachowaniu, w podejściu do ludzi i życia. Także w twórczości.
Nie umiem natomiast odpowiedzieć na pytanie, na ile poszczególni autorzy są
świadomi faktu przekazywania tych poglądów. Jednak nie ulega wątpliwosci, że
aby je zamieścić w książce, to trzeba je najpierw w ogóle posiadać. ;-D

Pozdrawiam
Kaśka

To było dawno ale pamietam lekturę, która najbardziej podobała mi się, ponieważ
dostałem ndst ze sprawdzianu z jej treści;) i dopiero po tym ją przeczytałem.
To "Zbrodnia i kara" Fiodora Dostojewskiego. Bardzo wnikniwa analiza...ludzkiej
duszy.

Hermann Hesse (Demian, Wilk stepowy),
Umberto Eco, G. G. Marquez, J. Joyce (Ludzie z Dublina (The Dubliners)),
Zbrodnia i kara Dostojewskiego, Gogol, Czechow i tym podobna lektura z ciekawą
fabulą (treścią), a jednocześnie na poziomie ...


j. <jak@op.plnapisał(a):

| Czy Ty naprawdę uważasz, że użycie formy "kątem oka zobaczyła" to
bełkot,
| który świadczy o grafomanii, czy robisz sobie klasyczne jaja?
| Toż literatura roi się od podobnych dziwnostek. (Weź choćby "obrzucić
| spojrzeniem"). Gdybyś je wszystkie wyeliminował z języka literatury,
stałaby
| się ona równie powabna, jak dzieła Lenina.

Przyznaję, nieco przesadziłem, szczególnie pisząc o mojej reakcji na ów
kąt
oka, ale to jedynie dla dodania dramatyzmu sytuacji (co chyba się udało,
czyż
nie?)
Jednak jaj sobie nie robię, uważam, że ładowanie w tekst kolokwializmów i
wytartych do granic możliwości frazeologizmów to zwykłe grafomaństwo,
Nie ma znaczenia kto to robi. Bywa tak, że tekst broni się innymi
zaletami,
wiarygodnymi bohaterami, świetną akcją, czy niezwykłym podejściem do
tematu i
nie zważamy na błędy.
Jeśli ktoś tak pisze, to chwała mu i gloria. Jeśli nie, to chociaż nad
stylem
niech poracuje.

Co do tekstów Lenina : zdecydowanie wyżej cenię oryginalne porównanie nad
wyświechtany kąt oka. Nuży mnie niezmiernie coś takiego :

"Kątem oka dostrzegł siedzącą kobietę. Jej zmęczona życiem twarz..."

To samo można powiedzieć bez użycia podpórek.


James Clevell - "Król szczurów"

"...Kennedy kątem oka dostrzegł..."

"Nagle kątem oka dostrzegł..."

"Nagle kątem oka spostrzegł jakiś ruch."

"Jego zmęczone oczy spo­glądały..."

Dostojewski "Zbrodnia i kara"

"Krew uderzyła mu do bladej, zmęczonej twarzy."

"...zmęczone drobnymi troskami twarze..."

"...otworzyła zmęczone i osowiałe oczy..."

"...jego zmęczonym oczom..."

Balzac "Ojciec Goriot":

 "Zmęczone oczy starej panny Michonneau przysłaniał..."

Prus "Lalka"

"Na twarzy jej malowało się zmęczenie i nuda."

(Jak to?! M a l o w a ł o  s i ę  zmęczenie? Na twarzy? Nie dość, że banał,
to jeszcze bełkot. Prus zostałby Twą krytyką zmiażdżony.)

Tołstoj "Wojna i pokój"

"...przyglądał się zmęczonymi oczyma..."

"...w spojrzeniu jej zmęczonych oczu..."

Itd., itp.

Pisze się dla ludzi, a ludzie, tak się składa, porozumiewają się w sposób
maksymalnie uproszczony (a jednocześnie bogaty w udziwnienia, bo nie leży w
naturze ludzkiej monotonia). Stąd język roi się od pewnych utartych fraz,
które są łatwo - wręcz mechanicznie - przyswajalne przez umysł oraz różnych
ubarwień. I z tego właśnie korzysta literatura. W prostej, znajomo
brzmiącej, acz barwnej formie podaje treść - i to treść jest najważniejsza.
Jak poczytasz uważniej kniżki, to dostrzeżesz sterty frazesów, banałów i
dziwnostek wszelakich. I to w książkach uznawanych za dobre, a nawet
wybitne. Tyle tylko, że są umiejętnie dozowane. Ty zaś jesteś inkwizytorem
wobec wszystkich. Fakt atakowania frazy zawierającej "kątem oka" czy też
kombinacji "zmęczona twarz" trąci jakąś literacką odmianą natręctwa.
Popełniasz błąd generalizowania. Twoje podejście do tematu to droga, która w
konsekwencji kończy się przerostem formy nad treścią.

j.


"2late" wrote...
Mam na myśli 'Zbrodnię i karę" i więcej wrażeń po obejrzeniu tego
spektaklu, jak po przeczytaniu książki.


Powieść i sztuka to dwie różne rzeczy. Stąd moje zdziwienie.

Nie będę się spierać o wyższość świąt jednych nad drugimi. Mnie się
książka podobała dużo bardziej.


Przerost formy nad treścią - tu winny jest Dostojewski.


A nie prawda.
Po pierwsze Dostojewski jest jednak dość oszczędny (mimo wszystko).

Po drugie zdenerwowało mnie to, co zostało zupełnie bez sensu zmienione.
W książce sytuacja jest taka: Raskolnikow z Razumichinem przychodzą do
Porfirego. Raskolnikow zdaje sobie sprawę, że Porfiry prowadzi
dochodzenie i całą tę wizytę traktuje jako grę, wyzwanie i zdaje sobie
sprawę, że stawką jest jego życie.

Dlatego na schodach prowokuje Razumichina. ("Raskolnikow śmiał się tak,
iż zdawało się, że nie może się powstrzymać, i śmiejąc się wciąż, wszedł
do mieszkania Porfirego Piotrowicza. I o to chodziło Raskolnikowowi.
Ten, kto był w mieszkaniu, musiał słyszeć, że wchodząc, śmiał się na
całe gardło.")

I cała ta wizyta jest jednym wielkim teatrem. Raskolnikow wtedy jeszcze
panuje nad sobą i nie daje się złapać w żadne pułapki. Starannie dobiera
właściwe nastroje. Udaje zażenowanie ponieważ prosić ma o delikatną
sprawę (i w tym momencie rozparty w kanapie Radziwiłowicz zakładający
szerokim gestem nogę na nogę zaczyna mnie drażnić).

Artykuł jest drugą pułapką. Raskolnikow zdaje sobie z tego sprawę.
Dlatego Dostojewski ustawia go następująco:
"Raskolnikow znów się uśmiechnął. Wyczuł, mając cały artykuł w pamięci,
do czego zmierza Porfiry. Zdecydował się więc przyjąć wyzwanie.
- No, tak ściśle tego nie powiedziałem - rozpoczął skromnie. - (...)
Jedym słowem, według mnie, są to prawa równoważne, a zatem: Vive la
guerre eternelle, naturalnie do czasu powstania Nowej Jerozolimy.
- To znaczy, że pan wierzy w Nową Jerozolimę?
- Wierzę - odparł zdecydowanie Raskolnikow. Patrzył przy tym, jak i w
czasie całej swojej tyrady, w jeden punkt na dywanie."

To co Wajda kazał robić Radziwiłowiczowi nie ma sensu. Jest nielogiczne,
nie ma żadnego uzasadnienia. Jakby Rodia się tak zachowywał, to by go
Porfiry wsadził od razu. Przecież to co reprezentuje sobą Raskolnikow u
Wajdy to klasyczny przykład opętanego swoją ideą psychopaty, który
momentalnie traci panowanie nad sobą, jak tylko temat schodzi na jego
idee fix.

Raskolnikow u Wajdy jest chorym, znerwicowanym i żałosnym facetem. Nie
ma w nim tej dumy i inteligencji, którą obdarzył tę postać Dostojewski.

Dostojewski dba o realizm psychologiczny. Trochę upraszcza jeśli idzie o
psychikę ludzką, ale czyni to dla jasności i klarowności rysunku.
Natomiast bardzo szczegółowo ma przemyślane motywacje każdego gestu i
każdego zachowania bohaterów. I wyjaśnia to czytelnikowi równie
starannie, jak sam sobie to przemyślał (dlatego kiedyś poważyłam się
określić prozę Dostojewskiego jako nieco łopatologiczną. Nie
pozostawiającą miejsca na _domyślnia_. W przeciwieństwie do
pozostawiania miejsca na _przemyślenia_).

Wajda nie przemyślał motywacji postaci. A jeśli nawet przemyślał, to nie
uzasadnił swoich wniosków w żaden przekonujący sposób.

Jeśli masz inne zdanie, to mi wytłumacz, dlaczego Radziwiłowicz się
miota.

pozdr.
-Yola-