Moje codzienne smutki i radości :)


Ogryzek:
| Ale "nara", "narka", "narazka", "narr", "narta", "nerka" razem :)

| Dowcip polega na tym, że takich słów nie ma w znaczeniu "do widzenia".
| Nara to rodzaj spania, leża, legowiska, nerka to organ, itd.

Czyżby azaliż?  A ja myŚlałem, że należę do przedwojennej młodzieży i
że nie mówię ale przemawiam polszczyzną starszą od węgla.  Ale pstryk!
-- i magik z kapelusza wyciągnął kogoś archaiczniejszego.

 - Stefan

--
Stefan Sokolowski, IPI PAN Gdansk
http://www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak


Szanowny Pan
Stefan Sokołowski;

*Nerka*. Również  naczynie  w kształcie nerki człowieka, używane
w szpitalach.

Słownik gwary uczniowskiej, profesor Haliny Zgółkowej:
*narty* .Zwrot powitalny lub pożegnalny, do zobaczenia, cześć.
Ukłony.
m.z.   :-)


Pomysl wogle czym tu sie szczycisz, niepopieram calkowicie !!! Dla mnie
jazda takim autem jest rownoznaczna z jazda po pijaku.


Znaczy tak samo trzeba bardzo uwazac?


Przepraszam ale wkurza mnie takie cos.


Prosze.


czosnek


Czosnek.. :) Witaj krnabrny.  Azaliz zadziwiles mnie,odsadzajac od czci i wiary
Brodacza, zas nawet pol slowa nie dotyczylo tej fatalnej dziury.. nasuwa mi sie
spostrzezenie,ze niedlugo juz nikt nie bedzie protestowal odnosnie stanu
ulic,ktory baardzo szybko "zalatwia" nam drogie i czasochlonne remonty
zawieszenia, ( mnie wyrwalo srube mocujaca wachacz do zwolnicy.. mocno zabawne,
naprawde)  - za to atakowac nieszczesnikow zmuszonych do jazdy po tych traktach
mozna zawsze latwo, bo przeciez oczywiscie masz racje itp itd. Tyle tylko,ze
czesci jakby coraz lichsze, a dziury coraz wieksze. A kieszen jakby bardziej
pusta do tego. Zalosna mieszanka.

A w  szwecji drogi maja takie,ze mozna na deskorolce nimi za samochodem ..
dziwne. A teraz cos dla Verbiego specjalnie:
"Polak juz nie potrafi" - albo mu sie nie chce.. tych naszych drog naprawic z
glowa.

Szkoda.

Pozdry
Bullioo co uwaza ze czas wrocic do ubitej ziemi albo szczytu techniki - "kocich
lbow"

L&N lab <lunaak.spam.aky@wp.plnapisał(a):


| Azaliż składasz je tak ładnie jak sączek karbowany
| z bibuły filtracyjnej Whatmana? ;-)

ja mam poch(w)u ;-)))))


Polskie poch(w)y dorównują kapitalistycznym, a nawet
je często przewyższają!


Nie stać mnie Łaciate Łatmany....

pozdrawiam krowiaście i mlecznie,


Znaczy - Matka Karmiąca? Z tych co żywią y bronią?

Corcoran

Vector True napisał(a):


Mam do was pytanie, a raczej jestem ciekaw, co sądzicie:
Jeśli ktoś wie, że jest głupi, to czy jest głupi? Nie chodzi mi o samowiedzę
Panów podróżujących BMW z "dymkami", lecz o takich ludzi, którzy w dynamice
własnego rozwoju permanentnie dostrzegają samookreślenia "buńczuczne".

Przepraszam za słownictwo, ale nie zajmuję się filozofią zawdowo, acz sprawa
jest
mi boleśnie bliska, ergo (czy suma sumarum) wyżyć się postanowiłem/wyżyłem.


Ja tez nie jestem zawodowym filozofem.
Mysle , ze stwierdzenie swojej glupoty lub niewiedzy jest juz pewnym i to dosc
zaawansowanym etapem w rozwoju . Azaliz nie powiedzial Sokrates - " wiem,ze nic
nie wiem" :))
Jest to jednoczesnie swiadectwo pokory wobec "nieskonczonosci".

Pozdrawiam
Basia

PS. Odpowiedz na Twoje pytanie brzmi :
- jesli ktos uwaza, ze jest glupi, to nie znaczy ze jest glupi .


zuza <anni@gmail.comwrote:
On 23 Sty, 08:04, Adam Przybyla <a@gliwice.plwrote:

| Marsonauci beda zyc samymi widokami, praca i miloscia! :)
| A jak ich przypili, to alb sie pozjadaja wzajemnie, albo zaczna hodowac
| roslinki na glebie marsjanskiej, ktora podlug danych Feniksa ponoc sie do
| uprawy nadaje :

| Albo Japończycy 'dopracują' roślinki, które bez gleby sobie rosną,
| a jedyne czego im (marsonautom)  braknie, to pełnowartościowego
| białka.
| No chyba, że nauczą się konsumować pająki :

|         ... sugerowalo sie ostatnio raczej ... robaki, podobnoz maja
| wszystko co trzeba;-)

Podobnoż...i prawie (zapomniałeś dodać)..., co wielką różnicę czyni ;)


Nie wnikam w robaki;-)


| A roslinki bez gleby? Przeciez to juz bylo,
| co w tym specjalnego ?

A napisałam tak? Odwołałam się jedynie do gleby, a raczej
jej braku, co i tak bez znaczenia jest. Nieprawdaż? :)


        ... azaliz, prawdaz li to;-) Z powazaniem
                                                                Adam Przybyla

dobre pytanie
Gość portalu: Baton napisał(a):

> Koncepcyi nijakiej nie mam, azaliz dreczy mnie pytanie.....
> .... czy liczebnosc oddzialu nie moze przekroczyc
szesnastej
> potegi dwojki wliczajac wen dowodzacego hetmana, czy tez
> ow hetman moze byc jedna osoba przewyzszajaca maxymalny
> dozwolony stan liczebny oddzialu?
> Nie wiem czy ma to jakikolwiek wplyw na tok rozumowania
> przy rozwiazaywaniu problemu, aczkolwiek pewne zalozenia
> poczatkowe nalezaloby poczynic.... ;-)))

Ha, słusznie! Rzecz nie wydaje się krytyczna, ale -
należy ją uściślić. Pisząc zagadkę miałem w głowie
sytuację, gdy cały oddział łącznie z hetmanem liczy
najwyżej 2^16, chociaż z treści wynika raczej co
innego:). OK, przyjmijmy wersję, że hetman wlicza się do
liczebności oddziału (a więc maksymalna liczba
szeregowców to 65535).
Podobnie - mówiąc o jak najmniejszej liczbie żołnierzy,
którzy wrócą do domów, nie wprowadzam rozróżnienia między
szeregowcem i hetmanem - to znaczy: łączna ilość
szeregowców i hetmanów, którzy na wojnę nie pójdą,
powinna być minimalizowana.

pozdrawiam - Kopperek

arwena napisał(a):

> nie JEST norma. pewnikiem BEDZIE.

A tu pozwolę sobię spierać się z koleżanką. :)
Odnoszę wrażenie, że może to być wprost starsza forma, zanikająca. Może to tylko
regionalna fluktuacja? W Polsce normy kreować będzie niepodzielnie język mediów,
wątpię czy pojawi się w nim ta forma.
Natomiast pojęcia 'norma' użyłem w znaczeniu deksryptywnym, nie preskryptywnym.
Słowniki są jedynie zapisami przeszłości. :)

> jezyk jak to jezyk. zywy etc. generalnie umykaja formy celownikowe ('dalem
> prezent dla kolegi'). ale cytowane wyzej 'dla gorzowa' wciaz jeszcze
> niepoprawne.

Pierwszy raz z taką formą spotkałem się (świadomie, na pewno wcześniej mi
umykała) dopiero w armii. A zdążyłem już postudiować wcześniej kilka latek i
pojeździć po kraju. :)
W moich uszach obydwie cytowane przez Ciebie frazy zgrzytają jak zęby na plaży.

> fatalna ortografia, gramatyka i skladnia (nie
> mowiac juz o braku wielkich liter!) to w ogole specyfika internetu.

Nie demonizowałbym jakości języka w sieci. Nikt po prostu do tej pory nie miał
dostępu do tak wielkiej ilości żywego języka. Założę się, że przy (niemożliwych)
kompleksowych badaniach polskiego 'w naturze' wnioski byłyby znacznie bardziej
druzgoczące.

> pozdr jednakowoż

Azaliż czemu jednakowoż? :)

jednakowoż nawzajem
Bx

Nikogo od 1 1/2 doby nie bylo na Kazimirzu.Hop,hop.Ja wiem,ze nadchodzi
Ciezki Czas ale to nie znaczy,ze zabrania sie mowic czy stookac w klawiszki.
Podobno nowe pozdrowienie Katolikow obowiazuje w Polandii od chwili wpadki
Poorpoorata:"NIECH BEDZIE POCHYLONY!" Azaliz to prawda? Pozdr,

Azaliż wiecie Waściowie o czym prawicie?
Czcze oszustwo w dwójniakach, trójniakach, półtorakach. Jestli bowiem dwojakie
znaczenie mieszaniny poddanej wyrobowi na pitny miód.
Prawdziwe, szlacheckie to wtedy gdy do trójniaka przykładnie na 1 część miodu
pszczelego 2 części płynu przypadnie, a taki w maliniaku (niebo w gębie, a i
medycynalis takoż przedni na wszelaki wapor) dać potrzeba 1 kwartę miodu, 1
kwartę soku z maliny i 1 kwartę wody żródlanej. Dobrze rozpuściwszy dołożyć
winnych drożdży rozmnożonych uprzednio, nieco soku z cytryny i w alembiku
zamknąwszy rurkę pykającą oporzadzić należy. Doczekawszy końca pykania, zlać
znad paskud wszelkich, co na dnie osiądą i poczekawszy nieco aż klarownym
będzie flasze napełnić i w piwniczce chłodnej lat dwa przetrzymać.
Żydy wszelakie trunki przedające nazwali trójniakiem to co po prawdzie
czworakiem bywało, bo do części miodu 3 części wody dają.
Dwójniak szlachecki to rzadkość specyalna bo sposobów używać należy, aby
fermentacyję pobudzić, jako że miód dezynfekcyję robiwszy drożdże wszelakie
zabija.A wody dać trza kwartę na kwartę. O półtoraku już nie powiadam.
A każdy z Waszeci może sobie taki miód sprokurować na swoje potrzeby, ile
zechce, byle cierpliwości stało.Co i ja czynię.

polski.francuz napisał:

> Le nikt Pani nie obhabial! Czasami tylko wzruszmy po zydowsku
> ramionami, gdy czytamy, co Pani aktualnie wypocila. Azaliz zabroni
> Pani nam zdziwienia, Danutko?

ponoc regoly mowia,ze Damie klamstwa sie nie zarzuca.
chyba,ze ten zydowski ę ą zdala od francuzkiej kuchni byl spozywany.
a co do zdziwienia...proponuje uzyc slowko zadziwienie
niby niewielka roznica,ale...to niewiele znaczy dla ego cala
czasoprzestrzen wiecznosci
ale oczywiscie...jak zawsze...klamie jak najeta

Ja skończyłam polonistykę i chociaz staram się przestrzegac reguł języka, to
nie poprawiam nikogo dla samego poprawiania, najwyżej wtedy, gdy wynika z tego
coś zabawnego albo ciekawego (np. dzięki błędowi powstanie jakas dwuznaczność).

Warto uzmysłowić sobie, że tzw. uzus naciska na normę, to znaczy, jesli bardzo
duzo ludzi zacznie używac powszechnie niepoprawnej formy, to ta forma
przestanie razic i po jakimś czasie będzie dopuszczalna. Język jest przecież
tworem żywym, tworzonym przez ludzi, a nie danym im odgórnie w postaci reguł.

Oczywiscie lepsze wrażenie robi ktoś, kto mówi i pisze poprawnie i pięknie. Ale
dla mnie wazniejsze jest, czy ma cos mądrego do powiedzenia.

Zauważyłam też, że nie tylko błędy bywają rażące, ale tez "zbytnia" poprawność,
na przykład w sklepach staram się nie używać poprawnej formy zaimka "ta" w
dopełniaczu, tzn. nie mówię: "poproszę TĘ zieloną torbę", tylko "TĄ". Bo panie
patrzą na mnie, jakbym mówiła: azaliż waćpanna raczy mi udostępnić tenże
trawiastej farby sakwojaż.

Cześć Pierniczki z rana. N a w szczególności cześć Izo - no patrzę, już
myślałem, że ktoś nowy dołączył do świata cukierków, a to poczciwa Iza
(normalnie to się mówi stara dobra Iza, ale nie wiem czemu kobiety się obrażają
za takie określenia?)...

Chciałem powiedzieć, Meduzko droga, że azaliż nie narzekam na brak towarzystwa
kobiecego. Na forum znaczy się. Ale nie ma to bynajmniej związku z faktem
niepoderwania Cię przeze mnie, który to fakt wynika z domniewywanej przez
Ciebie wyższości Twego brązowookiego szefa nade mną. Który facet słysząc pean
na cześć szefa podejmie się rozkochać w sobie nawet tak słodką Meduzę? Pytam
retorycznie, bo odpowiedź znam: tylko brązowooki szef. Nie dajesz więc szans
naszej miłości.
A poza tym czy ja już kiedyś nie pisałem o tych taksówkach na dalekie trasy i
coś tam jeszcze? No a jak się jest Toytoykiem to bagażówką trzeba jechać, a to
już w ogóle. No niby można też pociągiem. Problem w tym, że z peronu na którym
stoję pociągi odjeżdżają tylko do Małkini, a to chyba nie ten kierunek, Meduzko
droga. Same kłody pod nogi jak widzisz...